Jesteś tutaj

Pokoleniowe muzykowanie na ludowo [ROZMOWA]

  • Pokoleniowe muzykowanie na ludowo
    Fot. Archiwum zespołu "Drzewiczanie"

Amatorski Zespół Śpiewaczy "Drzewiczanie" od 30 lat reprezentuje miasto Kostrzyn na licznych festiwalach i przeglądach piosenki ludowej. Lokalne koncerty przyciągają miłośników muzyki ludowej i śmiało można rzec, że zespół ma rzeszę fanów. "Drzewiczanie" to przekrój trzypokoleniowych wykonawców, który w jednym składzie mieści i dziadków, i wnuków. Nawiązanie do tradycji poprzez stroje i teksty ze starych śpiewników tworzy sentymentalny nastrój, wywołując łzę w oku. W repertuarze nie brak skocznych piosenek, które porywają do tańca i wpadają w ucho.

Z Janem Piśko, prowadzącym zespół ludowy "Drzewiczanie" przy Kostrzyńskim Centrum Kultury z okazji Jublileuszu w 30-lecie rozmawia Sara Zdzitowiecka, redaktorka Magazynu Lubuskiego.

Panie Janie, gdy 15 lat temu przejmował pan zespół, który właśnie obchodzi 30-lecie istnienia, czy miał pan swoją wizję jak go poprowadzić?

Przyznam, że mimo wykształcenie muzycznego i tego, że byłem nauczycielem tego przedmiotu, to o muzyce ludowej wiedziałem tyle, ile było to zawarte w szkolnych podręcznikach. Moja przygoda zaczęła się od tego, że wyjechaliśmy z zespołem na trzydniowy festiwal i usiadłem w pierwszym rzędzie i chłonąłem wszystko ze sceny przez ten czas. Dodałem do tego własny styl i tak się zaczęło!

Czy sprawiało to panu trudność?

Było to i jest wyzwaniem, bo to jest niemała odpowiedzialność. Musi istnieć znakomita dyscyplina wokalna i to samo w kapeli. Instrumenty muszą być zestrojone, dla przykładu: puzon w kluczu basowym, klarnety w kluczu wiolinowym, każdemu osobną partyturkę, czyli nuty, należy rozpisywać i przygotowywać. No, ale ja to naprawdę kocham: rozpisywać utwór na głosy, komponować to mój żywioł! A jeszcze posiadać tak niezwykłe osoby, jakie mi jest dane mieć w zespole to naprawdę szczęście. Jesteśmy jak rodzina i poza próbami, które mamy z reguły raz w tygodniu, spotykamy się towarzysko i biesiadujemy, np. z okazji imienin czy rocznic.

Podobno jest pan kolekcjonerem śpiewników i ma ich pokaźną kolekcję?

O tak! Czerpię z nich natchnienie, styl, notację muzyczną. To prawdziwe skarby. Nabywam je w antykwariatach, które odwiedzam gdziekolwiek jestem. Kolekcjonuję również instrumenty. W moim gabinecie oprócz pianina znajdują się stare akordeony, mandoliny, gitary czy flety.

A w zespole, który pan prowadzi gra pan na akordeonie i klawiszach. Który instrument jest panu bliższy?

Akordeon to mój koronny instrument, dodatkowo gram na gitarze, mandolinie i saksofonie. A pianino zajmuje szczególne miejsce w moim domu. Często po wspólnym śniadaniu z żoną, na które mamy już razem czas, bo obydwoje jesteśmy już na emeryturze - zasiadam i gram, a ona słucha. To wielkie szczęście, że mam żonę, która podziela moją pasję, jest jedną z wokalistek w zespole i pisze teksty.

Od razu je panu pokazuje?

Nie od razu. Żona pisze pamiętniki i od czasu do czasu dzieli się ze mną swoimi zapisami, z których tworzymy piosenki. Ona śpiewa pięknym sopranem i jest też moim pierwszym recenzentem, dość surowym recenzentem. Aktualnie wydajemy śpiewnik z tekstami żony i moją muzyką.

Czy w zespole ludowym obowiązują określone instrumenty?

Obowiązują instrumenty dęte (klarnet, trąbka i kozioł) i strunowe (skrzypce, mandoliny, kontrabas, cymbały). Nasz zespół śpiewa na trzy głosy a śpiewowi towarzyszy kapela, w skład której wchodzą: dwa akordeony, dwa klarnety, dwa flety, trąbka, puzon, obój, kontrabas. Także jeśli chodzi o stroje są specjalne wymogi. Na festiwalach jurorzy potrafią obserwować za pomocą lornetek, czy np. guziki są drewniane. Naprawdę!

Lubicie wasze koncertowe stroje?

Lubimy, bo są w barwach naszego miasta, są specjalnie dla nas zaprojektowane i czujemy się w nich odświętnie i reprezentacyjnie.

Czy zespół ma bardzo napięty grafik?

Bardzo! "Drzewiczanie" nie mają sezonu urlopowego od koncertowania. Lato to czas najczęstszych wyjazdów. Jesteśmy zapraszani do poprowadzenia dożynek, łącznie z Mszą Świętą. Na podniesieniu wtedy grają trąbki - to bardzo podniosła chwila. Mamy też w repertuarze sporo własnych pieśni religijnych.

Kiedy pan miał wolny weekend, który spędził w domu?

Nie pamiętam. Oprócz tego, że prowadzę zespół "Drzewiczanie" w Kostrzynie, prowadzę też zespoły w Witnicy i Bogdańcu. A gdy uda się mieć wolny czas, chętnie udajemy się z żoną do lasu, np. w poszukiwaniu grzybów czy po prostu pospacerować. Wspólna pasja pozwala na wspólne spędzanie czasu. Właśnie z żoną wróciliśmy z dwudniowych warsztatów muzycznych.

Czy żona zakochała się w panu jako muzyku?

Wynika z tego, że tak. Po raz pierwszy zobaczyła mnie na scenie, gdy śpiewałem i grałem na gitarze.

Czy państwa dzieci mają zamiłowanie do muzyki?

Jak najbardziej. Córka ukończyła akademię muzyczną i pracuje w szkole muzycznej. A syn - nauczyciel wychowania fizycznego też nie stroni od muzyki i chętnie z nami rodzinnie śpiewa np. kolędy podczas świąt.

Jak pan odpoczywa od swojej pracy?

Również przy muzyce, bo muzyka jest terapią i harmonią.