Jesteś tutaj

Prezydencie Wójcicki, Radni – SPRAWDZAM

  • Prezydencie Wójcicki, Radni – SPRAWDZAM
    Fot. Wojciech Padewski

Pora skończyć tą partię pokera, gdzie wszyscy starali się trzymać kamienną twarz. Widząc stan miasta po trzech latach kadencji Prezydenta i Radnych przyszedł moment by powiedzieć sprawdzam.

Prezydent, strażak czy podpalacz?

Poza działaniami Prezydenta Wójcickiego w trakcie ratowania Katedry nie widzę żadnych innych właściwie wykonanych. I tak wygrał z Radnymi, którzy rzeczy wartych do odnotowania w kwestii rozwoju miasta nie zrobili wcale. A w jednej z prywatnych rozmów od jednego z nich usłyszałem, że przy tym prezydencie są niepotrzebni. Nie jest tajemnicą, że wszystkie naprawy i inwestycje są wyciągnięte z szafy znienawidzonego Tadeusza Jędrzejczaka. I tak pożarem miał być poprzedni rządca, a nowy miał być strażakiem. Dziś można powiedzieć, że pożar Katedry to symbol prezydentury Jacka Wójcickiego, którego sposób władzy niszczy miasto i jego można nazwać pożarem. Oczywiście nie jest on winny pożaru w woli wyjaśnień. Brak kreatywności już wypomniałem, a dramatyczną puentą jest to, że nawet zaplanowanych przez poprzednika remontów i inwestycji dzisiejszy prezydent nie jest wstanie bez wpadek i obsunięć terminów przeprowadzić. Wychodzi, że strażak ochotnik to prezydent amator. Na koniec warto zaznaczyć, że żaden punkt programu Jacka Wójcickiego i Ludzi dla Miasta nie został zrealizowany.

Retoryka polityków i mediów

Zniszczyć PiS, Porwicha i na ich trupach do celu. Tak można opisać gorzowską retorykę polityczną i medialną. Gdy nie ma się nic do powiedzenia zawsze można rzucić siarczystym "To wina PiS". A większość dziennikarzy? W powietrzu wciąż wisi niesmak poprzedniej kampanii gdzie w kuluarach latały różne kwoty jakie niektórzy dziennikarze brali za poprawne pisanie o jedynym słusznym kandydacie. Ile w tym prawdy, kto i za ile pobierał dodatkowo, prócz pieniędzy za powierzchnie reklamowe i czas antenowy zostanie pewnie tajemnicą poprzedniego boju. Dziennikarze sami powinni się uderzyć w pierś i spytać samych siebie czy pewne postawy to dziennikarstwo czy prostytucja. Dziś niestety patrząc na lokalne media mamy mieszankę pudelka z raportem policyjnym, a o ważnych sprawach i wtopach ekipy z magistratu cisza dopóki alarmu nie podniosą mieszkańcy.

Wydział antypromocji miasta i rozdawnictwo publicznej kasy

"Gorzów w sam raz" czyli marka za blisko ćwierć miliona złotych, której nie ma. Delikatnie zubożona graficznie przeróbka brandu "Gorzów Przystań". Kasa poszła, marki nie ma, jest co było.  Idealnie można to spuentować jak wielu Gorzowian "Gorzów sram raz". Ciężko też nie zauważyć rozdawnictwa w trakcie organizacji gorzowskich imprez, na które zaprasza się podstarzałe już od lat nie gwiazdy na gwiazdorskich gażach. Wydział kierowany przez Martę Liberkowską mógłby przynieść jeden plus dla miasta, zamknąć się i nie drenować publicznej kasy. Nie wnosi nic. Są jak ten nosorożec znaleziony w odmętach S3 gdzieś tam, kiedyś żyjący, który wchodzi w skład gadżetów miejskich z takimi hitami jak wiejski Janusz Gorzowski, a który do Gorzowa pewnie nigdy nie zawita. Podobnie można ocenić MCK, który już powoli przyzwyczaja do tego, że Amfiteatr to tylko pomnik nie miejsce imprez. Tak wyremontowany za publiczne pieniądze obiekt niszczeje przez nieudolność urzędników.

Celem było zniszczyć nie tworzyć

Tak można podsumować intencje tych, którzy dziś sterują miastem. Głównym hasłem w kampanii było "Jedrzejczak musi odejść" podobnie jak dziś plucie na PiS czy posła Jarosława Porwicha. Świadczy to o braku planu i koncepcji. Rządzący Jacek Wójcicki i kiedyś jego LdM nie potrafili nawet prostej inwestycji z jaką szli do władzy przeprowadzić, rewitalizacji „Alejek na Staszica”. Jest to komiczne podsumowanie kompetencji wodza jak i jego ekipy, która dziś powinna nazywać się Gorzów Minus.

Lokalowy socjalizm większy niż kiedykolwiek

Tak miejskimi lokalami nie rzucał nikt. Prezydent Jędrzejczak sprzedawał za preferencyjne stawki z zapisami w jakim czasie niszczejące budynki mają wrócić do użytku i zwracać się w postaci miejsc pracy i podniesieniu atrakcyjności miasta. Tak została sprzedana chociażby Willa Herzoga wraz z sąsiadującą działką i spór w tej sprawie trwa i końca nie widać. Dziś ciężko powiedzieć czy zostanie w rękach inwestora czy wróci do miasta, gdyż sprawa nieruchomości od lad lata po sądach. Zaradny prezydent pewnie wspomógłby właściciela, gdyż to piękna wisienka na torcie jakim jest bulwar, niewątpliwie najatrakcyjniejsze miejsce w Gorzowie. Dobrej woli jednak nie widać. Co kieruje Prezydentem Wójcickim? Niechęć do ukoronowania inwestycji poprzednika? Nieudolność własna i podległych sobie urzędników? Strach przed opinią radnego Jerzego Synowca, który prowadzi własną krucjatę z właścicielami niszczejących nieruchomości? A może ktoś z biznesowych przyjaciół prezydenta chciałby, żeby budynek wrócił w skład zasobów miejskich, by po cichu go przejąć? A może przyczyna leży gdzie indziej. Niesmak i brzydki zapach wiszą w powietrzu od dawna. Lokal ten został mimo wszystko kupiony, a nie dany w prezencie jak ma to miejsce gdy do władzy doszedł Prezydent Wójcicki. Stowarzyszenia wszelakiej maści, fundacje i kluby, które poparły w wyborach Wójcickiego zostały nagrodzone lokalami z zasobów miejskich praktycznie za darmo, bez przetargów, bo to nie przedsiębiorca to można pominąć formułę. Plan rewitalizacji Chrobrego to w skrócie oddam lokale swoimi za friko i niech się zamkną bo coś robię. Na kawiarnie, rzemiosło, puby zabrakło. Najciekawsze poszły w instytucje, które w dużej mierze jeszcze utrzymujemy jako podatnicy. Ale tutaj większość mediów milczy. Wisienką na tym torcie są kontrowersje z najmem lokalu po i zarazem znów dla księgarni "Daniel" o czym oczywiście nikt z mediów nie raczył mieszkańców poinformować gdyż to "swój człowiek" z list wyborczych LdM.

Ogólny stop dla rozwoju

Tajemnicą nie jest, że przemysł, gospodarka, ekonomia są pojęciami tworzącymi wzrost i bogactwo. W Gorzowie o tym zapomniano. Nie ma inwestycji, nie wspiera się przemysłu i przedsiębiorczości. Za miejską kasę wspiera się fundacje i stowarzyszenia. Czyli resztka przedsiębiorców utrzymuje miasto i fanaberie Prezydenta jak chociażby planowane zamknięcie fragmentu Sikorskiego. I nawet utrudnienia przy pożarze Katedry nie odsunęły od absurdalnego pomysłu gorzowskiego cesarza. Firmy masowo uciekają z Gorzowa, dziś Gorzów się wyludnia, a ciekawsze do życia stają się Kostrzyn, Słubice, Sulęcin, Międzyrzecz czy Barlinek. Coraz więcej mieszkańców nie tylko dojeżdża tam do pracy, ale ze względu na koszta przenosi na stałe. Nie ma co wspominać o emigracji do Zielonej Góry, Szczecina czy Poznania. Jak dodamy do tego wyjazdy zarobkowe zagraniczne to powstaje prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy.

Co robi władza, a czego nie

Zajmuje się nazewnictwem ulic, przenoszeniem pomników, internetowym opluwaniem konkurencji, stopowaniem remontów w imię drzew, malowaniem ścian, organizacją potupajek, czyli niczym istotnym dla Gorzowian.

Władza natomiast całkowicie nie zajmuje się rozwojem edukacji już od poziomu przedszkolnego, nie mówiąc o szkolnictwie wyższym. Nie ma zainteresowania remontami według założonych norm, standardów i terminów lub nie ma ich wcale. Rozwój przemysłu nie istnieje. Brak konkurencyjności na rynku pracy powoduje niskie zarobki i olbrzymią skalę emigracji czyli nie dba o atrakcyjność Gorzowa jako miejsca do życia i zakładania rodziny.

Gorzów przypomina Gotham

Gorzów podobnie jak filmowe miasto potrzebuje dziś Batmana. Oczywiście zadania gorzowskiego będą zgoła odmienne od rycerza w czarnej masce. Jako iż wybory coraz bliżej pozwolę sobie przedstawić ciekawe nazwiska ludzi, którzy mogliby podołać zadaniu (kolejność alfabetyczna).

Hauba Krzysztof – już w wyborach do senatu pokazał, że mieszkańcy są dla niego najważniejsi. Uzyskał świetny wynik z dwoma wielkimi rywalami z PO i PiS dlatego, że jako anonimowy dla większości wyszedł do ludzi z konkretnym pomysłem na siebie i region. Jeśli zdecyduje się wystartować w wyborach prezydenckich będzie jednym z najmocniejszych graczy.

Synowiec Jerzy – dziś to polityk najbardziej na TAK w Gorzowie. Sam deklaruje, że prezydentem być nie chce. Wielka szkoda, bo cechująca go pracowitość i zdrowy rozsądek jak i otwartość na świat to cechy jakich dziś miastu potrzeba. Jeśli zmieni zdanie będzie faworytem na stanowisko prezydenta.

Wróblewski Radosław – osoba niezwykle uczciwa i pracowita, przez co często pomijana na pierwszych stronach gazet. Podobnie jak Krzysztof Hauba jest osobą otwartą do ludzi. Pracuje i rozumie się z młodymi ludźmi i pewnie byłby pierwszym prezydentem jaki na nich by faktycznie postawił i z nimi budował miasto dla wszystkich. Tutaj prócz samych chęci kandydowania potrzebna jest jeszcze decyzja partyjna.