Jesteś tutaj

Stilon Gorzów to klub kibiców...

...tak było, jest i tak będzie. Ta myśl nieodłącznie towarzyszy mi od kiedy na poważnie rozpocząłem swoją przygodę z gorzowską piłką nożną trochę z innej strony niż większość pomyślałaby w chwili, gdy słowo futbol kołacze w głowie. W minioną środę uczestniczyłem w wydarzeniu ostatnich kilku lat bez precedensu. Otóż w czwartoligowym Stilonie, ciągle na początku swojej historycznej drogi do normalności odbyło się walne zebranie sprawozdawczo-wyborcze. Szedłem na nie z nadzieją, że ostatnie perturbacje, które mocno poobijały klub w mediach i świadomości kibiców zaowocują zmianą. Nie tą dobrą, którą bombardowani jesteśmy z telewizji narodowej każdego dnia, ale tą pozytywną, która odmieni oblicze naszego Stilonu. Gotowy byłem podjąć ponownie rękawicę w Zarządzie Klubu, bo wciąż uważałem, że moje odejście dwa lata temu było przedwczesne, a ten czas pozwolił mi na spojrzenie na klub z trochę większego dystansu. Wciąż byłem i wciąż pracowałem na rzecz niebiesko-białej „eski”, z którą tak głęboka więź emocjonalne mnie łączy. Podczas zebrania powiedziano kilka gorzkich i cierpkich w odbiorze zdań z obu stron i było to kwintesencją emocji, które nam wszystkim udzielały się w ostatnich tygodniach i miesiącach. Pogodzenie zwaśnionych stron zdawało się być wyczynem karkołomnym i z perspektywy tych kilku dni uważam, że niemożliwym. A jednak chciałem spróbować i doprowadzić do wspólnego mianownika interesy, potrzeby, pragnienia i marzenia dwóch stron konfliktu. Na koniec zebrania zostałem sam z moimi wnioskami, które (prócz jednego) przepadły. To osamotnienie nie było najważniejsze choć z osobistego punktu widzenia niezbędne i korzystne dla ogólnej sytuacji. Być może za wcześnie i za szybko próbowałem zakopywać topory wojenne, ale uznałem, że Stilon Gorzów tego potrzebuje, a więc spróbowałem. Nie powiódł się zamiar, ale wciąż uważam, że czas leczy rany i do wspólnego mianownika będę dążył, bo od zawsze towarzyszy mi zdanie wypowiedziane kiedyś w piwnicy jednego z gorzowskich domów w gronie najbardziej zaufanych: Stilon to klub kibiców. Tak było, jest i tak będzie. Wszystkich kibiców niebiesko-białych.

Ponowne pojawienie się w gronie zarządzających było wejściem w nieznane, bo pomimo nieznajomości sytuacji klubu byłem przekonany, że warto i że trzeba. Cieszę się także z wejścia do komisji rewizyjnej mojego druha, który – mam nadzieję – będzie pracował na rzecz niebiesko-białego klubu z nie mniejszą energią jak ma entuzjazmu, wiedzy, umiejętności i sympatii. Podczas konferencji po walnym Prezes przyznał, że może nastąpić próba podważenia decyzji, z którą już jako członek Zarządu muszę się liczyć, ale osobiście składać broni nie zamierzam i dopóki klub potrzebować będzie mojej pracy dopóty jestem do dyspozycji. Cieszę się, że ze Stilonem zostali kibice choć na walnym było ich niewielu. Zamierzam wsłuchiwać się w głos płynący z trybun, bo przecież bez nich nie może być piłki nożnej. W przyszłym tygodniu będzie pierwsze otwarte spotkanie, więc oczekiwania obu stron są ogromne.

Stilon zasługuje na uczciwość i wiarygodność, bo poobijany zawsze cumował bezpiecznie w porcie, by za chwilę znów być porwanym przez szkwał. Taki już chyba los naszej gorzowskiej piłki. Potrzebna do spokojnego rejsu jest pozytywna atmosfera, a ta – z dużą dozą ostrożności – być może wyłoni się za chwilę na widnokręgu. Jest jeszcze daleko, bo choć zaległości wobec piłkarzy i sztabu trenerskiego nie ma (tu powtarzam za Prezesem Klubu i jego wywiadem radiowym, bo nie zdążyłem jeszcze zasięgnąć opinii samych zainteresowanych) to zobowiązania niestety już tak (choćby OSiR). Nie są to kwoty, które wywrócą Stilon i nie są to także ilości, które prowadzą klub kolizyjnie na górę lodową, ale zapewniam, że nikt ich nie bagatelizuje. Pierwszą sprawą dla mnie była przyszłość trenera Adama Gołubowskiego, który jest gwarantem sukcesu sportowego i to, że zostaje jest czymś absolutnie pozytywnym. Ponadto nasz coach ma ogromny kredyt zaufania także  u największego mecenasa naszego klubu, a więc ciąży na nim podwójne zobowiązanie. Ręka została uściśnięta, więc to najlepsza wiadomość ostatnich dni. Czwarta liga nie jest jakimś nadzwyczajnym osiągnięciem, bo dla Stilonu spadek był bolesny i nieprawdopodobny, ale pasmo szesnastu zwycięstw z rzędu i obiecująca wiosna, która może być znów rekordowa w historii Stilonu powoduje, że zupełnie inaczej patrzymy w przyszłość.

Zadania, które postawili przede mną pozostali członkowie Zarządu na czele z Prezesem są zaszczytne i trudne. W przyszłym roku mija siedemdziesiąt lat naszego klubu. Z różnymi nazwami, działaczami (odchodzą i przychodzą), partnerami Stilon Gorzów trwa już siedem dekad. To piękny wiek i warto uczcić go godnie. W sytuacji, w jakiej znajdujemy się pewnie trudno będzie o spektakularne wydarzenia czy eventy, ale należy uszanować i uczcić nadchodzący jubileusz tak jak tego chcielibyśmy jako najwierniejsi kibice. Zresztą liczę osobiście także na udział wymienionych w organizacji wydarzenia 70-lecia.

Przed nami pewnie jeszcze kilka (oby nie więcej) zakrętów, ale gdy je pokonamy to w tej czy innej konstelacji będziemy tam gdzie chcemy. To nie woluntaryzm (Trofim Łysenko), a pragmatyzm. Tylko to nam pozostało.